Dzień, gdy Wilno przestało istnieć

8 sierpnia każdemu Polakowi kojarzy się dokładnie z niczym — co najwyżej imieninami Dominika i Joanny. Nie uczą się o tym dzieci ani na Litwie, ani w Koronie, nie dowiemy się o tej dacie z podręczników, nie ma o niej filmów dokumentalnych ani sensacyjnych książek. A jest to bezsprzecznie jeden z najtragiczniejszych dni w historii Wilna.

W tym właśnie dniu roku 1655 wojska moskiewskie zajęły bez oblężenia Wilno. Był to pierwszy w historii raz, kiedy miasto znalazło się pod obcym panowaniem, a wiązał się z bezprecedensową rzezią mieszkańców, która trwać miała 3 dni i pochłonęła życie ponad połowy z ówczesnych 45 tysięcy mieszczan.

Dzień wcześniej pod miastem pobito siły polskie, dowodzone przez hetmanów Janusza Radziwiłła, awanturnika i późniejszego kolaboranta z najeźdźcą szwedzkim, oraz Wincentego Gosiewskiego, którzy bardziej niż najeźdźców, nienawidzili siebie nawzajem. O przegraną bitwę i stracenie miasta, które po zdobyciu przez Rosjan Aleksego I Romanowa i kozaków Iwana Złotareńki płonęło przez 17 dni, oskarżali się nawzajem, zarzucając sobie tchórzostwo i pazerność.

Spod rosyjskiej okupacji, trwającej aż pięć lat, Wilno wyzwolił Michał Kazimierz Pac — który na pamiątkę tego wydarzenia ufundował kościół św. Piotra i Pawła, zbudowany w miejsce spalonej przez Moskali świątyni. Wilno nieprędko podniosło się z gruzów — dopiero w dwieście lat po rzezi ponownie liczba mieszkańców przekroczyła 45 tysięcy, wiele zaś bezcennych zabytków zostało bezpowrotnie zniszczonych.

Najsmutniejszym dziś jednak aspektem tej daty, niosącej wspomnienie o najtragiczniejszej — obok ludobójstwa w Ponarach — rzezi mieszkańców miasta, jest to, że nikt o niej nie pamięta.

„Biada pokoleniu, którego bohaterzy są w pogardzie”

Te słowa z Talmudu doskonale pasują do naszego pokolenia. Oto bowiem 7 grudnia odszedł w wieku 113 lat na Wieczną Wartę kapitan Józef Kowalski — ostatni człowiek, urodzony w XIX wieku, ostatni weteran wojny polsko-bolszewickiej i ostatniej wielkiej bitwy kawaleryjskiej w historii, najstarszy mężczyzna na Ziemi. Człowiek, który żył w trzech wiekach, z czego jeden przeżył w całości, od pierwszej chwili do ostatniej. Na jego pogrzebie nie było prezydentów ani królów, nie zapłakał po nim żaden celebryta w kolorowych pismach, nie ogłoszono żałoby narodowej, a w gazetach nie czytaliśmy o nim opasłych nekrologów. Odszedł po żołniersku, zachowując do końca jasność umysłu i bez pompy.

Ta sytuacja pchnęła mnie do refleksji nad dwoma rzeczami.

Jedna kwestia to to, ilu z moich znajomych — Polaków — wrzucała na tablicach na Facebooku odnośniki do informacji o śmierci polityka Nelsona Mandeli, aktora Paula Walkera, wcześniej piosenkarza Michaela Jacksona, wcześniej aktora Heatha Ledgera, w międzyczasie aktora Vytautasa Šapranauskasa etc. Ile zawsze przy tym było czułego rozpamiętywania o zmarłych, jaki wpływ mieli na życie piszących i ile do niego wnieśli, a jak bardzo ich będzie brakowało.
I w tym wszystkim zupełnie nie zdajemy sobie sprawy, że gdyby nie tysiące takich Józefów Kowalskich wtedy w roku 1920, to byśmy się nie mogli dziś zachwycać Walkerem i efektownymi scenami pościgów samochodowych w „Szybkich i wściekłych”. Oczywiście, że żołnierze nie walczyli i nie ginęli dla sławy, tylko właśnie po to, byśmy my — potomni — mogli bez obaw oddawać się rozrywkom i nie martwić o bezpieczeństwo kraju. O ich ofierze winniśmy jednak pamiętać — a jakże często lubimy zapominać.

Druga refleksja dotyczy wieku. Przez całą historię naszego gatunku ludzi starszych traktowaliśmy z szacunkiem. Wyczynem było dożycie pewnego wieku, a poza tym, człowiek stary posiadał wiedzę, którą się mógł dzielić z resztą. Dziś przestaje to być aktualne — nauczycielem zostaje człowiek w wieku dwudziestukilku lat, większość wiedzy czerpiemy z internetu, a człowiek stary przestaje być potrzebny. Staje się obciążeniem, a do tego zazwyczaj nie obsługuje komputera i nie potrafi założyć sobie fanpejdża na Facebooku, więc jak go lubić?

Wydaje mi się, że beztroska najdłużej w historii trwającego w naszej części świata okresu pokoju z jednej, a technologizacja i ciągły wyścig z czasem z drugiej strony powodują, że nasze pokolenie rzeczywiście się w niektórych aspektach wyrodziło. Mieszają się nam priorytety i autorytety. I w sytuacjach takich jak ta — kiedy wraz z odejściem ostatniego uczestnika Bitwy Warszawskiej zamyka się pewien rozdział historii — warto się nad tym szczególnie zastanowić.

Oskarżający Polaków o „okupowanie Wilna” są faktycznie ideowymi spadkobiercami Stalina

Ostatni weekend wiązał się z dwoma ważnymi datami — szczególnie istotnymi z punktu widzenia relacji polsko-litewskich. Dotyczą obie bowiem sporu o Wilno i tego, kto miał w nim w rzeczywistości rację. Czytaj dalej