„Polak Roku 2015” — fakty i mity

W najnowszej odsłonie plebiscytu „Polak Roku”, organizowanego przez jedyny poza granicami Polski dziennik ukazujący się 5 razy w tygodniu „Kurier Wileński”, zwycięzcą został ksiądz prałat Józef Aszkiełowicz. O ile sama osoba zwycięzcy ani jego zasług nie budzi żadnych wątpliwości, to duże dyskusje wywołał sposób opublikowania wyników i inne zmiany, które nastąpiły w konkursie.

Najważniejszą zmianą było to, że Kapituła uzyskała prawo głosu. Dotychczas o wyborze „Polaka Roku” decydowali wyłącznie czytelnicy nadsyłający kupony, w tym roku głosy czytelników stanowią 50% oceny, a drugie 50%  — to właśnie wybór Kapituły, w skład której wchodzą także wszyscy poprzedni laureaci plebiscytu. Była to zmiana od dawna dyskutowana, sam poruszałem ten temat jako członek funkcjonującej 6 lat temu Rady Programowej „Kuriera Wileńskiego”.

Pojawiły się zarzuty, że redakcja dokonała manipulacji, nie publikując szczegółowych wyników plebiscytu, z rozkładem na ilość kuponów, nadesłanych na każdego kandydata, jak i głosów Kapituły — w związku z czym nie widać, kto zajął miejsce drugie, a kto dziesiąte. Opublikowana została nawet nieoficjalna kolejność, w jakiej uplacować się mieli poszczególni kandydaci.

Manipulacji nie ma. Przede wszystkim, są to wybory jednego „Polaka Roku”, a znalezienie się w dziesiątce kandydatów — a zatem, zdobycie zaufania zgłaszających czytelników jak i poparcia Kapituły — jest także wyróżnieniem. I nie ma znaczenia, czy ktoś był drugi, ósmy czy dziesiąty. Poza tym, zaważyła kwestia praktyczna — w latach poprzednich niektórym osobom było przykro, że zdobyły mniej głosów niż inni kandydaci, pojawiały się złe emocje, a część zgłoszonych kandydatów rezygnowała z udziału w plebiscycie. I właśnie takim sytuacjom zapobiec ma niepublikowanie „rankingu” — w plebiscycie bowiem chodzi o wyróżnienie najbardziej w danym roku zasłużonych osób, albo takich, które zaskarbiły sobie z tych czy innych względów sympatię czytelników. Chodzi o dobre emocje, a nie kolejną okazję do sporów — tych wystarczy bowiem co roku przy dyskusjach, dlaczego ta czy inna osoba się w ogóle w dziesiątce znalazła…

Pojawił się także zarzut, jakoby „5 z 10 członków kapituły są z AWPL”. Nie jest to prawda. Kapituła, składająca się z laureatów poprzednich lat, liczy 16 członków. I o ile rzeczywiście, część z nich należy do AWPL (trudno chyba, żeby przedstawiciele jedynej polskiej partii na Litwie, najbardziej widoczni publicznie, nie zostawali laureatami tytułu „Polak Roku”?), to w jaki sposób ma to mieć się do zwycięstwa bezpartyjnego przecież kapłana, który wygrał tak głosami Kapituły, jak i czytelników? Zresztą, w tym roku się okazało, że Kapituła i Czytelnicy byli bardzo zgodni w swoim typowaniu, co świadczyć może jedynie o wysokiej reprezentatywności plebiscytu.

Rok 2014. Najważniejsze wydarzenia na Wileńszczyźnie

Końcówka roku zawsze jest okazją do pewnych podsumowań. Tak też chciałbym podsumować ten rok dla Wileńszczyzny. Od razu zapowiadam, że nie będę się silił na „dosiągnięcie” ilości zdarzeń do jakiejś okrągłej liczby, robił „Top-10” czy podobne rzeczy. Po prostu chcę wymienić rzeczy, które rzeczywiście stworzyły nową jakość, będą owocowały w przyszłości, lub są szczególnie dla czegoś symptomatyczne.

1. Otwarcie studiów drugiego stopnia na Wydziale Ekonomiczno-Informatycznym w Wilnie Uniwersytetu w Białymstoku, czyli Filii UwB. 

Polska uczelnia wyższa w Wilnie była marzeniem polskiej inteligencji od czasów Pieriestrojki. Marzeniem niespełnionym, mimo życzliwości i wsparcia ze strony Rodaków z Macierzy. Wierzę, że Filia, działająca od 2006 roku, jest zalążkiem takiej właśnie uczelni. Na razie można na niej studiować ekonomię i informatykę, oferuje także studia podyplomomowe z ekonomii. Otwarcie studiów magisterskich z ekonomii jest ogromnym krokiem, wejściem uczelni na nowy poziom. Dziekan FIlii, profesor Jarosław Wołkonowski zapowiada, że w przyszłym roku uruchmione zostaną także studia licencjackie z europeistyki.
Posiadanie własnej uczelni to nie tylko możliwość studiowania w języku ojczystym na miejscu, w Wilnie, ale przede wszystkim społeczność akademicka, funkcjonująca w polskim środowisku i to środowisko wzbogacająca.
Uniwersytet w Białymstoku powstał w roku 1968 jako filia Uniwersytetu Warszawskiego. Samodzielną placówką stał się w roku 1997. Mam nadzieję, że tak też kiedyś będzie z dzisiejszą Filią.

2. Przejście Akcji Wyborczej Polaków na Litwie do opozycji

AWPL było w koalicji przez niemal dwa lata. Mimo wszelkich starań, nawet w obliczu wojny na Ukrainie, która teoretycznie powinna — na skutek zbieżności interesów i wspólnego zagrożenia — zbliżać Polaków i Litwinów, nie udało się przełamać niechęci litewskich polityków do załatwienia kilku szalenie prostych spraw. Kwestie publicznego używania języka polskiego, oryginalnej pisowni nazwisk, odwołania skandalicznej reformy oświatowej, restytucji mienia — pozostały nierozwiązane. Oficjalnym powodem był konflikt o stołki, mniej oficjalnym — fakt, że premier nie potrafił się zdecydować, jaką ma opinię na jaki temat, a projekt Ustawy o Mniejszościach Narodowych przekazano do kolejnego „poprawiania”, którego skutkiem miało być skreślenie punktów o dwujęzycznych napisach i używaniu języka mniejszości w urzędach. Argumentacja powalała — „tylko Polacy tego chcą, a nie ma sensu przyjmować specjalnej ustawy dla jednej mniejszości”.
Ciekawostką jest zaś to, że wszyscy ci, którzy przez półtora roku postulowali wystąpienie AWPL z koalicji rządzącej, byli z przejścia partii do opozycji najbardziej niezadowoleni.

3. Odnowienie „Czarnego Anioła” na Starej Rossie

Pomnik nagrobny Izy Salmanowiczównej jest wizytówką Starej Rossy, zachwycają się nim turyści i rodowici wilnianie. Od lat wymagał remontu, który w końcu udało się przeprowadzić. Za środki z Polski, z inicjatywy kierowanego przez panią Alicję Klimaszewską Społecznego Komitetu Opieki nad Starą Rossą. Udział państwa litewskiego ograniczył się do stawiania biurokratycznych barier.
W pewnych tematach się nic nie zmienia.

4. „Rozwiązanie” kwestii dwujęzycznych napisów w rejonie solecznickim

Krucjata namiestnika rządu na okręg wileński Audriusa Skaistysa dobiegła końca po tym, jak nowy (poprzedni, Bolesław Daszkiewicz, udał się na emeryturę, chociaż w tym kontekście można to uznać za wewnętrzną emigrację przed represjami) dyrektor administracji rejonu, zagrożony karami liczonymi już tym razem w setki tysięcy litów, dopilnował, by w rejonie nie został ani jeden polski napis.
Pociechą ma być ponoć fakt, że zmieniono przepisy wykonawcze i teraz „oficjalne” nazwy ulic mają być na słupkach, a te na domach mogą już sobie wisieć. Tylko co z tego, skoro ludzie zostali już zastraszeni i komorniczym terrorem zmuszeni do usunięcia tych tabliczek z domów, a na postawienie słupków nie ma środków? Tym bardziej, że chodzi przecież o uznanie naszego prawa do publicznego i oficjalnego używania języka ojczystego, a nie zabawę w słupki.

5. Przyjęcie Ustawy o Bezpieczeństwie Cybernetycznym

Co prawda, w nieco ograniczonej formie w stosunku do pierwotnego projektu, ale nadal antydemokratycznej w założeniu i tworzącej mechanizmy państwa policyjnego. Ustawa w takiej formie może być i na pewno będzie wykorzystywana przeciw Polakom.

6. Nowe zasady finansowania mediów polskich

Dzięki wspólnym wysiłkom zainteresowanych, udało się razem z Ministerstwem Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej wypracować spójniejszy i logiczniejszy mechanizm dotowania mediów polonijnych, niż dotychczas. Zmiany dotyczą m.in. trybu finansowania (media jednego państwa otrzymują dotacje za pośrednictwem jednej organizacji wnioskującej z Polski) oraz jego okresu (dotacja przyznawana jest na 2 lata, a nie na rok, jak poprzednio). Nadal jest nad czym pracować, ale nowy model pozwoli prasie na pewną stabilizację finansową i możliwości planowania, a więc także rozwój.

7. Uruchomienie nowego portalu „Kuriera Wileńskiego”

Nowa odsłona internetowego wydania „Kuriera” http://kurierwilenski.lt była długo oczekiwanym dzieckiem — sześć lat funkcjonowania poprzedniej wersji to cała epoka. Nowa strona wciąż jest rozwijana i dopracowywana, borykamy się z notorycznymi atakami cybernetycznymi, ale najważniejszy krok został dokonany i docenili to też czytelnicy, których liczba w ostatni kwartale roku wzrosła.

8. Powołanie Departamentu ds. Mniejszości Narodowych

Temat tak naprawdę zastępczy, bo nowy departament ma mieć 15 etatów i 200 tyś. litów budżetu (czyli w zasadzie budżet ma wystarczyć na utrzymanie tych 15 etatów i niewiele więcej). Zanim został zlikwidowany przez rząd Andriusa Kubiliusa, poprzedni departament zajmował się wspieraniem mniejszości w ten sposób, że jedną piątą budżetu wydawał na zakup litewskich czytanek do polskich przedszkoli, a resztę na litewskie rządowe szkoły w rejonie solecznickim. Ale za to dobrze to wyglądało międzynarodowo, że się państwo troszczy o mniejszości.
Ten punkt się znalazł w rankingu ze względu na swoją symptomatyczność — pokazuje bowiem, że litewska klasa polityczna zamiast realnie rozwiązywać istniejące problemy, woli udawać ich rozwiązywanie poprzez tworzenie urzędniczych etatów dla kolejnych szwagrów. W ten sposób rosnąca biurokracja będzie bohatersko radzić sobie z problemami tworzonymi przez rosnącą biurokrację.

9. Wydanie płyty „Muzyczne Rodowody: Litwa

Bo bardzo ważne jest uświadomienie nam samym, co mamy, i że nie jesteśmy gorsi. Pod względem muzycznym to był wyśmienity rok, gdyż zaistniało bądź rozwinęło się mnóstwo projektów, które, poza niewątpliwymi talentami zaangażowanych osób, pokazały jedno — śpiewanie po polsku jest cool.


 

Ważnych wydarzeń było z pewnością o wiele więcej, celowo jednak wolałem skupić się na takich, które często są pomijane czy bagatelizowane, albo przykrywane tematami zastępczymi.

Kto podpisał list wymierzony w Polaków?

Aleksandras Lileikis — dla części sygnatariuszy ten nazistowski zbrodniarz jest bohaterem<br/>Fot. Departament Sprawiedliwości USA

Aleksandras Lileikis — dla części sygnatariuszy ten nazistowski zbrodniarz jest bohaterem
Fot. Departament Sprawiedliwości USA

Od kilku dni we wszystkich ukazujących się na Litwie mediach (a także niektórych w RP) można natrafić na informacje o liście otwartym, wystosowanym do władz litewskich przez „naukowców i artystów”, w którym się żąda wyrzucenia Akcji Wyborczej Polaków na Litwie z koalicji rządzącej i Seimasu w ogóle, podważa prawność jej wyniku w wyborach parlamentarnych w październiku 2012 roku i — tradycyjnie już — odrzucenia jakichkolwiek postulatów polskiej społeczności, dotyczących używania języka ojczystego.

I chociaż lista sygnatariuszy listu nie jest żadną tajemnicą, to jednak część mediów całkowicie pominęła wymienienie choćby kilku z nich. A jest to lista doprawdy interesująca, a przy okazji rzucająca światło na to, kto pisaniem takich listów się zajmuje:

Jonas Gediminas Punys, Vidas Morkūnas, Daiva Tamošaitytė, Regimantas Tamošaitis, Vytautas Radžvilas, Jonas Užurka, Linas Virginijus Medelis, Vytautas Paulaitis, Stasys Babonas, Jonas Jasaitis, Leonas Milčius, Rasa Jatkevičienė, Dovile Rožėnienė, Zigmas Zinkevičius, Kęstutis Dubnikas, Erika Drungytė, Vytautas Daujotis, Edvardas Čiuldė, Petras Naraškevičius, Arūnas Bingelis, Jonas Mickevičius, Romas Pakalnis, Vytautas Miliukas, Eglė Kazlauskienė, Antanas Tyla, Romualdas Grigas, Eugenijus Jovaiša, Bronislovas Kuzmickas, Kazys Saja, Kazimieras Garšva, Arvydas Janulaitis, Romualdas Ozolas, Bronislovas Genzelis, Paulius Stonis, Alvydas Butkus, Romas Batūra, Stasys Malkevičius, Algirdas Patackas, Algirdas Degutis, Algirdas Endriukaitis, Nijolė Sadūnaitė, Julius Šalkauskas, Irena Vasinauskaitė, Alfonsas Svarinskas, Jonas Vilimas, Viktoras Gerulaitis, Mindaugas Kubilius, Romas Gudaitis, Bronius Leonavičius, Jonas Mikelinskas, Arvydas Juozaitis, Klemas Inta, Stasys Kašauskas, Vidmantas Povilionis, Juozas Algimantas Krikštopaitis, Vytautas Sinica, Aušra Jurevičiūtė, Danas Kaukėnas, Vytenis Rimkus, Rimantas Gorys, Vaclovas Bagdonavičius, Živilė Makauskienė, Antanas Buračas

W towarzystwie tym mamy 9 sygnatariuszy Aktu Przywrócenia Państwa Litewskiego 11 marca 1990 roku (Milčius, Kuzmickas, Saja, Ozolas, Genzelis, Malkevičius, Patackas, Endriukaitis, Povilionis), 6 akademików, czyli członków rzeczywistych Litewskiej Akademii Nauk (Zinkevičius, Tyla, Grigas, Jovaiša, Janulaitis, Buračas), do tego iluś tam profesorów (m.in. prof. Radžvilas), doktorów (m.in. doc. Kęstutis Dubnikas, prorektor Uniwersytetu Wileńskiego, także Garšva, Batūra etc), artystów etc. Nieco dziwi sygnatura działaczki Litwinów w Polsce Živilė Makauskienė, będącej też korespondentką pisma „Aušra”. Wszyscy zachodzą w głowę, w jaki sposób pod listem znalazł się podpis Nijolė Sadūnaitė, opozycjonistki z czasów jeszcze sowieckich, która uchodzi za osobę głęboko wierzącą i uczciwą. Zdziwienia nie budzi zaś widok podpisu Vytautasa Sinicy, asystenta jednej z posłanek lasndsbergistowskiego „Związku Ojczyzny” i jednego z aktywniejszych młodzieżowych działaczy tej partii.

Każdy z wymienionych ma bardzo bogatą biografię, ale przy niektórych warto się zatrzymać na dłużej. Nie jest żadną tajemnicą, że Romualdas Ozolas był wieloletnim i wysoko postawionym działaczem Partii Komunistycznej, a barwy polityczne (i narodowość!) zmienił dopiero w czasie rozpadu Związku Sowieckiego, za jego czasów jeszcze zdążywszy założyć… Towarzystwo „Vilnija” w 1988 roku. Podobnie inni vilnijowcy z tego grona — Zinkevičius, Tyla, Garšva (obecny „Vilniji” prezes) — kariery robili za czasów sowieckich, część z nich — na moskiewskich uczelniach.

Jednak dawna przynależność partyjna zupełnie nie przeszkadzała tym panom w roku 2000 gloryfikować nazistowskiego zbrodniarza Aleksandrasa Lileikisa i także w listach otwartych bronić go przed procesem sądowym o zbrodnie wojenne. Co ciekawe, jako argument wskazywano, m.in. jego zasługi w walce z komunizmem. W obronę Lileikisa spośród powyższych sygnatariuszy zaangażowane były indywidua następujące: Zinkevičius, Ozolas, Grigas, Tyla i Bagdonavičius. Do petycji jako organizacje dołączyły nie tylko Unia Centrum Litwy Ozolasa, ale także Narodowo-Demokratyczna Partia Litwy (neonaziści) i właśnie „Vilnija”.

Rozwodzić się nad biografią każdego z sygnatariuszy listu można by długo, ale zostawię to historykom i śledczym. Nie mniej ciekawym od ich biografii zagadnieniem jest także pytanie — dlaczego część mediów w ogóle nie wymieniła żadnego z nich?

Myślę, że powody mogą być dwojakie. Z jednej strony — z chęci pokazania, szczególnie w Polsce, że istnieje rzeczywisty, masowy sprzeciw świata nauki i sztuki wobec polskich postulatom i — przede wszystkim, bo wybory się zbliżają — Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Regularnie bowiem próbuje się wmówić, zarazem Polakom jak i Litwinom, że w sumie to wszystko jest przecież w porządku, żadnych nazwisk i tabliczek nikt nie potrzebuje, a „partnerskie” relacje psuje jedynie AWPL i Waldemar Tomaszewski — i regularnie próbuje się partię wraz z jej przywódcą usunąć bądź zmarginalizować (a wyjście AWPL z koalicji oznaczałoby właśnie marginalizację), chociaż sami ich oponenci twierdzą, że najskuteczniejszym sposobem na likwidację Akcji byłoby spełnienie jej postulatów. Tylko dlaczego nikt nie próbuje?

A drugim powodem przemilczania sygnatariuszy, moim zdaniem, może być wstyd Litwinów za takie „elity”. Nie powiem, że niesłuszny.

Polityka, emocje i Waldemar Tomaszewski

Emocje w polityce są złym doradcą

Emocje w polityce są złym doradcą

Po głośnym wyjściu z przemówienia Vytautasa Landsbergisa 13 stycznia posłów Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, nie cichną dyskusje na temat przyszłości polskich postulatów, Polaków w koalicji, polityki walki o polskość na Litwie czy relacji polsko-litewskich w ogóle. Kampania przedwyborcza do Parlamentu Europejskiego rozpoczęła się na dobre, co widać choćby po promowaniu w mediach (nawet prowadzonym przez uważanego za liberała Rimvydasa Valatkę portalu 15min) internetowej inicjatywy z hasłem „postarajmy się, by w następnych wyborach [Waldemar Tomaszewski] nie dostał się do Europarlamentu”. Wrą emocje.

Dlatego śmieszne są trochę zarzuty o to, że owo wyjście posłów z sali parlamentarnej było podyktowane emocjami (myślę, że nie było, a emocje samych posłów grały rolę drugorzędną), a zarazem wymienianie przez tych samych komentatorów tego, że „Litwini nas nie lubią” jako skutku protestu polskich posłów. Bo czym argument o sympatii jest, niż właśnie odwoływaniem się do emocji czytelnika? Czytaj dalej

Protest Polaków, szał Landsbergisa

W nowy rok polska społeczność na Litwie wkroczyła silniejsza, niż przed rokiem, ale też z niepokojem. Bo, z jednej strony, mamy swoją reprezentację w Seimasie, Parlamencie Europejskim, wszystkich samorządach Wileńszczyzny, jesteśmy w koalicjach rządzących państwa oraz samorządów wileńskiego i rejonów: wileńskiego i solecznickiego. Jednak rok 2014 zaczął się od wydarzenia bardzo przykrego — oto Wileński Sąd Okręgowy wymierza dyrektorowi administracji samorządu rejonu solecznickiego Bolesławowi Daszkiewiczowi karę o wysokości trudnej do wyobrażenia dla szarego obywatela — 43 400 litów. Za to, że mieszkańcy rejonu solecznickiego na swoich prywatnych posesjach wywiesili dwujęzyczne tabliczki z nazwami ulic.

Niezrozumiałe prześladowania za niezakazane przecież bezpośrednio dwujęzyczne napisy, a także trudności ze stworzeniem Ustawy o Mniejszościach Narodowych — wynikające nie tylko z braku woli większości litewskich polityków, ale także aktywnego sabotowania przez litewski Związek Ojczyzny (zgłoszony przez ZO projekt nie tylko nie rozwiązuje żadnych istniejących problemów, ale też wprowadza nowe) — dobitnie wykazują, że kuluarowy dialog ze stroną litewską nie przynosi efektów, czego odzwierciedleniem jest odezwa Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, w której ubolewa się, że Litwa nie ceni lojalności i uczciwej pracy polskiej społeczności.

Dlatego też, jak sądzę, posłowie i posłanki AWPL do Seimasu postanowili także aktywnie i publicznie zademonstrować swój sprzeciw wobec takiej polityki państwa litewskiego. Dziś, w 21. rocznicę krwawych wydarzeń pod Wieżą Telewizyjną, w skutek których śmierć poniosło 14 osób, w Seimasie miało miejsce uroczyste posiedzenie, podczas którego przemawiać miał Vytautas Landsbergis — przewodniczący Rady Najwyższej Litwy na początku lat dziewięćdziesiątych, a także idol Związku Ojczyzny, znany przez Polaków na Litwie z antypolskich wystąpień. Podczas jego przemówienia, które także wykorzystał do „dołożenia” polskiej społeczności, ośmiu reprezentantów Polaków na Litwie demonstracyjnie opuściło salę, wydało także oświadczenie, wyjaśniające swą postawę.

I po tym ich geście zawrzało. Premier socjaldemokrata Algirdas Butkevičius stwierdził, że takie zachowanie polskich posłów jest „nietolerowalne”, internetowi komentatorzy bluznęli wyzwiskami, groźbami i — w najlepszym przypadku — zawodzeniem, że Polacy na protest wybrali najgorszy możliwy moment, a sam Vytautas Landsbergis, w ramach swego sejmowego przemówienia, ciskał gromami w polską społeczność i jej żądania, dodając, że „nielojalnym osobom należy uniemożliwić pracę w służbie państwowej”.

Takie szerokie echo jest niewątpliwym sukcesem protestu, który na celu miał właśnie zwrócenie uwagi na palące problemy. Wiadomość przeniknęła do mediów nie tylko litewskich i polskich, w momencie pisania tego wpisu widziałem także artykuły na portalach angielskojęzycznych. O tym, że wie o sprawie rząd Rzeczypospolitej Polskiej, wnioskować można z twitterowej wiadomości ministra spraw zagranicznych RP Radosłąwa Sikorskiego:

Myślę, że wybrano doskonały moment do wyrażenia protestu przeciw polityce Litwy, wymierzonej przeciw polskiej mniejszości na Litwie i cechującej się dalece idącym nihilizmem w stosunku do prawnych zobowiązań wobec Polski i Polaków na Litwie. Polityce, której ojcem i ucieleśnieniem jest właśnie Vytautas Landsbergis. Wystąpienie i oświadczenie AWPL musi boleć jego stronnictwo najbardziej — w tym jakże ważnym dla litewskiej niepodległości dniu bowiem pokazuje, że szacunek należny prawdziwym bohaterom 13 stycznia, tym, którzy byli wówczas pod Wieżą Telewizyjną i Seimasem — nie musi iść w parze z afirmacją osoby, działalności i programu Vytautasa Landsbergisa.

Wybory 2012 — co po pierwszej turze?

Mimo pewnych braków, obecne wyniki wyborów parlamentarnych na Litwie są już mniej lub bardziej ostateczne, można zatem pokusić się o pewną ich ocenę.

So Seimasu weszło 7 list wyborczych, wśród nich, po raz pierwszy w historii przekroczywszy próg wyborczy, Akcja Wyborcza Polaków na Litwie (AWPL).

Dla AWPL to zwycięsto pozwala na wprowadzenie do parlamentu 5 posłów z listy i jednego z okręgu jednomandatowego Wilno-Soleczniki (w pozostałych okręgach potrzebna jeszcze będzie druga tura, Akcja ma w niej szanse na zdobycie kolejnych 1-4 miejsc w Seimasie). Dlatego w razie sukcesu w drugiej turze, można będzie mówić o osobnej polskiej frakcji w Seimasie.

Należy jednak mieć na uwadze, że wielkim wysiłkiem okupione zwycięstwo Polaków może być jeszcze trudniejsze do przekucia na polepszenie życia polskiej mniejszości.

Populistyczna Partia Pracy rosyjskiego milionera Wiktora Uspaskicha programu, której lista zdobyła najwięcej głosów, wcale nie musi chcieć się mniejszościami zajmować, nie ukrywa zresztą, że nie traktuje tych tematów priorytetowo.

Litewska Partia Socjaldemokratyczna z kolei, chociaż sporo miejsca w swoim programie wyborczym poświęca mniejszościom, to jednak część jego punktów nie jest dla polskiej mniejszości aktualna (żadnego pożytku Polacy nie mieli z Departamentu ds. Mniejszości Narodowych i Wychodźstwa, kiedy istniał; podobnie marna pociecha z Domu Wspólnot Narodowych), a część socjaldemokraci postulują w sposób, niczym nie różniący się od narodowców (przed wyborami gazeta „Lietuvos Žinios [„Wiadomości litewskie“] zapytała o stosunek partii do pisowni nazwisk w formie originalnej — socjaldemorkaci zadeklarowali, że „tak, ale na innej stronie paszportu“. Identyczne rozwiązanie postuluje nacjonalistyczna skrajna prawica). Należy też pamiętać, że dotychczas u socdemów nie obowiązywała dyscyplina partyjna, jeśli chodzi o kwestie mniejszości, a krzywdząca Polaków Ustawa o Oświacie przeszła też dzięki głosom lewicy.

Wygląda więc na to, że o każdy symboliczny guzik trzeba będzie toczyć zacięte walki niezależnie od tego, czy AWPL znajdzie się w koalicji rządzącej, czy też pozostanie partią opozycyjną. Na razie jednak należy zaczekać na drugą turę wyborów w okręgach jednomandatowych, w których do podziału jest jeszcze 68 miejsc w Seimasie.