Jeszcze zła wola, czy już głupota Dali Grybauskaitė?

Że mniejszości narodowe na Litwie nie powinny oczekiwać od głowy państwa litewskiego niczego dobrego, wiadomo nie od dziś. Najjaskrawszym przypadkiem złej woli i — być może? — osobistego szowinizmu prezydent Dali Grybauskaitė był jej poniżający komentarz po podpisaniu nowelizacji Ustawy o Oświacie — że oto mniejszości, których głos w tej sprawie kompletnie zignorowała, będą się czuły dzięki temu „szanowane” i „staną się pełnoprawnymi obywatelami”.

Nie było zatem niespodzianką, gdy głowa państwa negatywnie wypowiedziała się o planowanym od dłuuugiego czasu przyjęciu Ustawy o Oświacie — do standardowych już pogróżek o rzekomym złamaniu Konstytucji dołączyła nowa nuta — otóż, zdaniem Grybauskaitė, ustawa ta uprawomocniłaby wielojęzyczność i kiedyś, po możliwym napłynięciu robotników z Chin, trzeba będzie uczynić język chiński urzędowym.
O głupotę trudno głowę państwa podejrzewać — wszak była i sowiecką aparatczycą, i wykładała w partyjnej szkole, ostatecznie była też w Komisji Europejskiej. Pozostaje więc chyba tylko jej zła wola — a tej trzeba naprawdę wiele, by prawa mniejszości narodowych mylić z kwestiami dotyczącymi imigrantów, których te prawa nie obejmują — zagadnienia te w ogóle nie mają nic wspólnego. Tylko skąd tej złej woli aż tyle?