Wybory — nic o nas bez nas

Wybory są czymś, co się zdarza — a gdyby miały jakiekolwiek znaczenie, to by były zakazane. Można o nich przytaczać różne dykteryjki, które też właściwie nic nie wnoszą — ale najważniejsze jest, by brać w nich udział.

Tak, wiem, że niby jeden głos nic nie zmieni, że wszyscy kradną i tak dalej. Otóż, nie. Jeden głos może coś zmienić, jeśli chcemy, by zmienił. Zaś nieoddany — zmienia podwójnie, bo wówczas na niższej frekwencji korzystają ci, których najbardziej nie chcemy.

Wybory są ważne także z teog względu, że powinny nam uświadomić, że nie są ważne. O wiele ważniejsze są okresy między wyborami — te cztery lata kadencji, kiedy wyborca powinien pracować ze swoim reprezentantem, informować go o swoich problemach i kierowac ku ich rozwiązaniu. Bez tego, bez ciągłej pracy ze swoim reprezentantem, wybory mają takie samo znaczenie, jakie ma święto plonów, kiedy się nie zasiało upraw, a oczekuje na urodzaj.

Wbrew pozorom, jest wiele osób, na które można zagłosować. Na Związek Wolności Litwy Artūrasa Zuokasa (bądź co bądź, lepszego mera od niego Wilno nie miało), na jego Polską Frakcję — mojego Ojca Zygmunta Klonowskiego, także kandydata w Nowej Wilejce i przyległych okolicach. Na liście Akcji Wyborczej Polaków na Litwie także jest wielu ludzi, godnych naszych głosów — zaangażowanych społecznie, aktywnych i kompetentnych, choć nie zawsze najbardziej widocznych. Są Polacy na listach Porządku i Sprawiedliwości czy u socjaldemokratów, którym także warto zaufać. Są też i przypadki, w których ufać nie warto.

Te wybory są ważne — gdyż od nich można zacząć pracować „na czysto” ze swoimi wybrańcami, nawet jeśli wcześniej się nie zajmowało polityką. Ona nie musi być czymś złym i brudnym, czymś godnym tylko szkodników, zwanych eufemistycznie „zawodowymi politykami” — ale muszą nią się zająć przyzwoici ludzie, wszyscy obywatele.