„Polak Roku 2014” — moi kandydaci

Tradycyjnie już „Kurier Wileński” organizuje swój bijący rekordy popularności plebiscyt — „Polak Roku”. Co roku zgłaszam też swoje kandydatury, tym razem postanowiłem uczynić to publicznie — bo często o wartościowych ludziach i ich osiągnięciach mówi się za mało.

Kolejność zupełnie przypadkowa.

Alicja Klimaszewska — prezes Społecznego Komitetu Opeki nad Starą Rossą. Właśnie za to.

Irena Duchowska — prezes Oddziału Związku Polaków na Litwie „Lauda” oraz Stowarzyszenia Polaków Kiejdan, kompozytor i poetka. Za wieloletnią pracę w szczególnie trudnych warunkach i wbrew wszelkim przeciwnościom, za prawdziwą niezłomność i odwagę.

Małgorzata Runiewicz-Wardyn oraz Łukasz Wardyn — założyciele oraz duet napędzający Europejską Fundację Praw Człowieka, nowoczesną organizację pozarządową, która podejmuje kroki prawne na rzecz poprawy sytuacji polskiej społeczności na Litwie, ale także na rzecz lepszej Litwy. Dzięki ich działaniom, m.in. zmniejszyła się ilość komentarzy w internecie, głoszących nienawiść wobec Polaków. Za odwagę, świeże pomysły oraz spojrzenie, a także bycie przykładem tego, że da się godzić rodzicielstwo z intensywną karierą zawodową.

Stefan Kimso — wieloletni prezes Klubu Sportowego „Polonia Wilno”. Za wytrwałość i działanie wbrew przeciwnościom losu.

ks. Dariusz Stańczyk — za ogrom pracy i serca, jakie włożył w budowę parafii w Szumsku, Kowalczukach, stworzenie Wileńskiego Hufca Maryi oraz ogrom starań, włożonych w szerzenie kultu Miłosierdzia Bożego. I za odwagę.

Adam Błaszkiewicz — dyrektor Gimnazjum im. Jana Pawła II w Wilnie, wieloletni harcmistrz Związku Harcerstwa Polskiego na Litwie. Za stworzenie jednej z najlepszych szkół (nie tylko polskich!) na Litwie i pomyślne kierowanie nią przez cały okres jej istnienia, za świecenie własnym przykładem, spokój i stanowczość. Dyrektor, które się nie boi, tylko szanuje.

prof. Jarosław Wołkonowski — dziekan Wydziału Ekonomiczno-Informatycznego w Wilnie Uniwersytetu w Białymstoku, czyli naszej wileńskiej Filii UwB. Pierwszego zagranicznego wydziału polskiej uczelni, a zarazem jedynej zagranicznej filii na Litwie. W tym roku uruchomili studia magisterskie z ekonomii.

dr Alina Grynia — prodziekan Filii UwB ds. studenckich i mnóstwa innych. Właśnie za to, bo to ogromna i zbyt często niedoceniana robota.
Na Litwie jest ogromne mnóstwo wspaniałych Polaków, społeczników, przedsiębiorców i ludzi sukcesu innych dziedzin. Zapraszam do wpisywania w komentarzach swoich typów, a także wysyłanie nominacji na adres reklama@kurierwilenski.lt — można to robić jeszcze do 31 października.

Inne spojrzenie na spotkanie z Antanasem Valionisem w Polskim Klubie Dyskusyjnym

W czwartek 2 października w auli Litewskiej Katolickiej Akademii Nauk odbyło się spotkanie z bylym ministrem spraw zagranicznych Litwy, ambasadorem do specjalnych poruczeń. Dość szumnie nagłaśniane, szeroko opisywane, przez anonimowych organizatorów zapowiadane jako „początek dyskusji polsko-polskiej”, której nasza społeczność potrzebuje, a dotyczyć miała „perspektyw stosunków polsko-litewskich po zmianie rządu w Polsce”. Sęk w tym, że ani się dyskusja nie odbyła, ani nie dotyczyła tych perspektyw.

Być może to moje subiektywne odczucie, ale Antanas Valionis jeszcze przed spotkaniem sprawiał wrażenie czymś mocno poirytowanego, jakby wcale nie chciał brać w nim udziału. Po zapowiedzeniu przez Mariusza Antonowicza, prezesa Klubu (i jedynego jego członka, znanego z nazwiska), Valionis dokonał dość długiego, trwającego ok. 45 minut wstępu, dotyczącego historii relacji na linii Warszawa-Wilno po roku 1988, a także jego pracy jako szefa MSZ Litwy, po czym odpowiadał na pytania. Cytowałem jego co barwniejsze wypowiedzi na Twitterze, więc w sumie nie będe się powtarzał, ale zapadło mi kilka dość istotnych momentów, w których minister podawał informacje niezgodne z rzeczywistością — mógł albo nie być do tego spotkania przygotowany, albo kłamać. Jednym z takich momentów było komentowanie kwestii nazwisk, o której mówił, jakby już była załatwiona dzięki ostatniemu orzeczeniu Litewskiej Komisji Języka Państwowego. Problem w tym, że orzeczenie załatwia sprawę jedynie dla obywatelek Litwy, wychodzących za obcokrajowców — natomiast Polacy na Litwie nadal muszą mieć nazwiska pisane w formie urzędniczo zlitewszczonej. Drugi taki moment miał miejsce, kiedy Antanas Valionis opowiadał o międzynarodowych zobowiązaniach (z których, jak przyznał, Litwa się nie wywiązuje) Litwy do przestrzegania praw mniejszości narodowych — i wspomniał, że za jego kadencji jako ministra spraw zagranicznych podpisane zostały Konwencja ramowa Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych oraz Europejska karta języków regionalnych lub mniejszościowych. I tu znów pojawia się zgrzyt, bo Litwa nie podpisała karty języków regionalnych.

Po wstępie Valionis odpowiadał na pytania, ale robił to dość wybiórczo. Część (jak o to, dlaczego 8 kwietnia socjaldemokraci, do których należy, głosowali przeciw ustawie o pisowni nazwisk czy moje dotyczące samorządności na Litwie) zupełnie zignorował, na część innych odpowiadał wymijająco. Zupełnie odpłynął z tekstem, że „Akcja Wyborcza Polaków na Litwie potrzebuje konfliktu polsko-litewskiego, bo w przeciwnym razie nie będzie dostawała pieniędzy z Polski na remont cieknących dachów w polskich szkołach”, zaś moja uwaga, że cieknące dachy trzeba remontować niezależnie od polityki, została także zignorowana.

Pytania z widowni były różne, ale w zasadzie dość schematyczne. Żadne w sumie nie dotyczyło kwestii zmiany rządu w Polsce, chociaż tego miała przecież dotyczyć dyskusja. Co mnie dość niemile zaskoczyło, to fakt, że co drugi pytający przed zadaniem pytania wygłaszał formułkę „mnie nie obchodzą kwestie nazwisk oraz dwujęzycznych napisów”, po czym pytanie dotyczyło, na przykład, wspólnego podręcznika polsko-litewskiego.

Ze spotkania (dyskusją tego nazwać nie mogę) wyszedłem skonfundowany. Bo niby Antanas Valionis opowiadał ciekawe miejscami rzeczy, rzucił kilka anegdot, ale w zasadzie w ciągu tych dwóch godzin nie powiedziano zupełnie nic nowego — i to nawet nie zaskoczyło. Jakby zawczasu było wiadomo, kto i co ma powiedzieć, i powiedział — i nawet wśród zebranych na sali 26 osób nie widziałem żadnych emocji. Następne spotkania, które mają być z byłym premierem Gediminasem Kirkilasem oraz byłym ministrem spraw zagranicznych Vygaudasem Ušackasem, też raczej nie wróżą niespodzianek. Politycy z dalszego planu sceny politycznej zadeklarują swoje sympatie do Polaków, poparcie dla ich postulatów i westchną, że rozwiązaniu tych problemów przeszkadza jedynie AWPL i jej polskie szkoły, których dachy pociekną jak tylko Polakom się pozwoli na oryginalny zapis nazwisk.

I można się będzie dalej zastanawiać, jak to jest, że każdy litewski polityk deklaruje poparcie dla polskich postulatów, a później głosuje przeciw nim, albo jest akurat nieobecny na posiedzeniu.


Antanas Valionis, Fot. Marian Paluszkiewicz, „Kurier Wileński”

Antanas Valionis
Fot. Marian Paluszkiewicz, „Kurier Wileński”

Antanas Valionis — ur. 21 września 1950 r. w Zabieliszkach pod Kiejdanami.
W 1974 r. ukończył Kowieński Instytut Politechniczny ze stopniem inżyniera mechanika.
Od roku 1980 etatowy pracownik Komunistycznej Partii Litwy.
W latach 1990-1994 doktoryzował się na Uniwersytecie Warszawskim, na wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych.
W latach 1994-2000 ambasador Litwy w Polsce.
W latach 2000-2006 minister spraw zagranicznych Litwy.
W latach 2004-2008 poseł do Seimasu RL.
W latach 2008-2011 ambasador RL na Łotwie, podał się do dymisji po wypowiedzi w prasie na temat prezydenta Łotwy Valdisa Zatlersa, która wywołała skandal.
Pracuje w MSZ Litwy jako ambasador do zadań specjalnych.
Oficer rezerwy KGB w stopniu kapitana.


Co barwniejsze wypowiedzi Antanasa Valionisa, cytowane przeze mnie na Twitterze, a także moje komentarze twitterowe i blogowe:

Co też obala twierdzenia części litewskich publicystów i polityków, twierdzących, że skoro prawo unijne jest już „częścią prawodawstwa litewskiego”, to nie potrzeba osobnej ustawy o ochronie praw mniejszości narodowych.

To akurat zła wiadomość. Departament ds. Mniejszości Narodowych i Wychodźstwa już funkcjonował. Zajmował się przede wszystkim wychodźstwem, oraz finansowaniem litewskich szkół w rejonie solecznickim. Dbałość o kulturę mniejszości narodowych przejawiało się w kupowaniu litewskich czytanek do polskich przedszkoli oraz litewskich strojów ludowych dla polskich zespołów.

Później minister się poprawił, że chodziło o początki kariery Niewierowicza, kiedy od razu po studiach Valionis wysłał go na płatny staż do ambasady Litwy w Waszyngtonie.