Aloyzas Sakalas — kolejny profesor, który stracił okazję, by pomilczeć

Aloyzas Sakalas Fot. 15min.lt

Aloyzas Sakalas Fot. 15min.lt

Są tematy, w których litewska lewica, prawica i centrum mówią jednym głosem. Najważniejszym takim tematem jest tzw. „kwestia polska”, do której ostatecznego rozwiązania nawołują działacze z każdego kąta litewskiej sceny politycznej. Zadziwiająco zgodni bywają także co do proponowanych środków — zamykanie bądź lituanizowanie polskich szkół, wyjaśnianie Polakom, że nie istnieją, delegalizację polskich organizacji czy stosowne zmiany konstytucji, by przekonać Polaków, że nie istnieją (o dziwo, jeśli chodzi o dotrzymywanie międzynarodowych zobowiązań, także tych wobec Polaków — konstytucja okazuje się być niemożliwa do zmienienia).

Poprzednio pisałem o liście, wystosowanym przez postkomunistycznych działaczy, skupionych obecnie przy prawicowym Związku Ojczyzny Vytautasa Landsbergisa. Taki stan rzeczy musiał jednak ubóść postkomunistycznych uczonych skupionych przy postkomunistycznej Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej. Najpierw głos zabrał poseł z ramienia LPS, prof. Benediktas Juodka (biochemik, w latach 1992-2003 prezes Litewskiej Akademii Nauk, a 2002-2012 — rektor „Uniwersytetu Wileńskiego), który powiedział w jednym z wywiadów, że nie widzi, by na Litwie nie-Litwini mieli jakiekolwiek problemy, a Polacy żyją w ogóle w „warunkach cieplarnianych”. Benediktas Juodka nie jest tak sobie posłem — przewodniczy parlamentarnemu komitetowi spraw zagranicznych, należy także do komitetu spraw europejskich oraz jest wiceprezesem międzyparlamentarnej delegacji polsko-litewsko-ukraińskiej.

O ile jednak w przypadku Juodki można raczej mówić o niekompetencji i braku rozeznania w temacie, na który się wypowiada, o tyle aktywną nienawiścią wykazał się inny profesor socjaldemokrata, Aloyzas Sakalas (fizyk półprzewodników, sygnatariusz Aktu Przywrócenia Państwa Litewskiego 11 marca 1990 roku, prezes LPS w latach 1991-1999, europoseł kadencji 2004-2009). W artykule, zatytułowanym „Zaproszenie Akcji Wyborczej Polaków na Litwie do koalicji rządzącej — błąd polityczny”, porównuje polską Wileńszczyznę do rezerwatu Indian, zarzuca Polakom nieprzestrzeganie prawa, separatyzm, śpiewanie „Mazurka Dąbrowskiego” i — co, zapewne w jego opinii, najstraszniejsze — brak szacunku do władzy. Otóż jak przyłapią na kłamstwie prezydent Dalię Grybauskaitė, to mówią, że kłamie. A że prezydencie się zdarza ostatnio kłamać — cóż…

Sakalas, który jest zawodowym politykiem, a nawet założycielem Narodowego Centrum Ochrony Praw Człowieka, pominął jednak kilka rzeczy. Mniejsza nawet o pamięć, ta z wiekiem może szwankować — pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych w tym moim polskim rezerwacie wisiały plakaty wyborcze, reklamujące kandydaturę tego pana, więc można wnioskować, że nie zawsze Polakami — a szczególnie ich głosami — gardził. Nie zwalczał też polskich postulatów, kiedy w roku 1994 rząd Litwy, trzon którego tworzyła kierowana przez niego wówczas LPS, podpisał Traktat z Polską, do którego nieprzestrzegania dziś Sakalas nawołuje.

Jednak Aloyzas Sakalas, ten bojownik o prawa (właściwej narodowości) człowieka, ten zwolennik równości (wobec bardziej równych) i orędownik przestrzegania prawa (wybranych fragmentów), zapomniał o rzeczy najważniejszej.

Otóż, w indiańskich rezerwatach w USA rządzą sami zainteresowani, a nie namiestnik, wyznaczany przez rząd (a na Wileńszczyźnie jest nim obecnie Audrius Skaistys, szaulis i członek Związku Ojczyzny). W rezerwatach nikt się Indianom nie każe nazywać inaczej, niż sami to sobie postanowią, nie wmawia im, że angielski jest ich językiem ojczystym, a sami są „wynarodowionymi Amerykanami”. Jeśli ktoś kłamie, to Indianin ma prawo go nazwać kłamcą. I przede wszystkim — Indianie są chronieni, a za takie teksty o nich, jaki popełnił w stosunku do Polaków, Sakalas miałby proces o rasizm.

Ale to przecież Litwa, a nie Ameryka.

Ale za to mamy swoją indiańską piosenkę 🙂

Kto podpisał list wymierzony w Polaków?

Aleksandras Lileikis — dla części sygnatariuszy ten nazistowski zbrodniarz jest bohaterem<br/>Fot. Departament Sprawiedliwości USA

Aleksandras Lileikis — dla części sygnatariuszy ten nazistowski zbrodniarz jest bohaterem
Fot. Departament Sprawiedliwości USA

Od kilku dni we wszystkich ukazujących się na Litwie mediach (a także niektórych w RP) można natrafić na informacje o liście otwartym, wystosowanym do władz litewskich przez „naukowców i artystów”, w którym się żąda wyrzucenia Akcji Wyborczej Polaków na Litwie z koalicji rządzącej i Seimasu w ogóle, podważa prawność jej wyniku w wyborach parlamentarnych w październiku 2012 roku i — tradycyjnie już — odrzucenia jakichkolwiek postulatów polskiej społeczności, dotyczących używania języka ojczystego.

I chociaż lista sygnatariuszy listu nie jest żadną tajemnicą, to jednak część mediów całkowicie pominęła wymienienie choćby kilku z nich. A jest to lista doprawdy interesująca, a przy okazji rzucająca światło na to, kto pisaniem takich listów się zajmuje:

Jonas Gediminas Punys, Vidas Morkūnas, Daiva Tamošaitytė, Regimantas Tamošaitis, Vytautas Radžvilas, Jonas Užurka, Linas Virginijus Medelis, Vytautas Paulaitis, Stasys Babonas, Jonas Jasaitis, Leonas Milčius, Rasa Jatkevičienė, Dovile Rožėnienė, Zigmas Zinkevičius, Kęstutis Dubnikas, Erika Drungytė, Vytautas Daujotis, Edvardas Čiuldė, Petras Naraškevičius, Arūnas Bingelis, Jonas Mickevičius, Romas Pakalnis, Vytautas Miliukas, Eglė Kazlauskienė, Antanas Tyla, Romualdas Grigas, Eugenijus Jovaiša, Bronislovas Kuzmickas, Kazys Saja, Kazimieras Garšva, Arvydas Janulaitis, Romualdas Ozolas, Bronislovas Genzelis, Paulius Stonis, Alvydas Butkus, Romas Batūra, Stasys Malkevičius, Algirdas Patackas, Algirdas Degutis, Algirdas Endriukaitis, Nijolė Sadūnaitė, Julius Šalkauskas, Irena Vasinauskaitė, Alfonsas Svarinskas, Jonas Vilimas, Viktoras Gerulaitis, Mindaugas Kubilius, Romas Gudaitis, Bronius Leonavičius, Jonas Mikelinskas, Arvydas Juozaitis, Klemas Inta, Stasys Kašauskas, Vidmantas Povilionis, Juozas Algimantas Krikštopaitis, Vytautas Sinica, Aušra Jurevičiūtė, Danas Kaukėnas, Vytenis Rimkus, Rimantas Gorys, Vaclovas Bagdonavičius, Živilė Makauskienė, Antanas Buračas

W towarzystwie tym mamy 9 sygnatariuszy Aktu Przywrócenia Państwa Litewskiego 11 marca 1990 roku (Milčius, Kuzmickas, Saja, Ozolas, Genzelis, Malkevičius, Patackas, Endriukaitis, Povilionis), 6 akademików, czyli członków rzeczywistych Litewskiej Akademii Nauk (Zinkevičius, Tyla, Grigas, Jovaiša, Janulaitis, Buračas), do tego iluś tam profesorów (m.in. prof. Radžvilas), doktorów (m.in. doc. Kęstutis Dubnikas, prorektor Uniwersytetu Wileńskiego, także Garšva, Batūra etc), artystów etc. Nieco dziwi sygnatura działaczki Litwinów w Polsce Živilė Makauskienė, będącej też korespondentką pisma „Aušra”. Wszyscy zachodzą w głowę, w jaki sposób pod listem znalazł się podpis Nijolė Sadūnaitė, opozycjonistki z czasów jeszcze sowieckich, która uchodzi za osobę głęboko wierzącą i uczciwą. Zdziwienia nie budzi zaś widok podpisu Vytautasa Sinicy, asystenta jednej z posłanek lasndsbergistowskiego „Związku Ojczyzny” i jednego z aktywniejszych młodzieżowych działaczy tej partii.

Każdy z wymienionych ma bardzo bogatą biografię, ale przy niektórych warto się zatrzymać na dłużej. Nie jest żadną tajemnicą, że Romualdas Ozolas był wieloletnim i wysoko postawionym działaczem Partii Komunistycznej, a barwy polityczne (i narodowość!) zmienił dopiero w czasie rozpadu Związku Sowieckiego, za jego czasów jeszcze zdążywszy założyć… Towarzystwo „Vilnija” w 1988 roku. Podobnie inni vilnijowcy z tego grona — Zinkevičius, Tyla, Garšva (obecny „Vilniji” prezes) — kariery robili za czasów sowieckich, część z nich — na moskiewskich uczelniach.

Jednak dawna przynależność partyjna zupełnie nie przeszkadzała tym panom w roku 2000 gloryfikować nazistowskiego zbrodniarza Aleksandrasa Lileikisa i także w listach otwartych bronić go przed procesem sądowym o zbrodnie wojenne. Co ciekawe, jako argument wskazywano, m.in. jego zasługi w walce z komunizmem. W obronę Lileikisa spośród powyższych sygnatariuszy zaangażowane były indywidua następujące: Zinkevičius, Ozolas, Grigas, Tyla i Bagdonavičius. Do petycji jako organizacje dołączyły nie tylko Unia Centrum Litwy Ozolasa, ale także Narodowo-Demokratyczna Partia Litwy (neonaziści) i właśnie „Vilnija”.

Rozwodzić się nad biografią każdego z sygnatariuszy listu można by długo, ale zostawię to historykom i śledczym. Nie mniej ciekawym od ich biografii zagadnieniem jest także pytanie — dlaczego część mediów w ogóle nie wymieniła żadnego z nich?

Myślę, że powody mogą być dwojakie. Z jednej strony — z chęci pokazania, szczególnie w Polsce, że istnieje rzeczywisty, masowy sprzeciw świata nauki i sztuki wobec polskich postulatom i — przede wszystkim, bo wybory się zbliżają — Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Regularnie bowiem próbuje się wmówić, zarazem Polakom jak i Litwinom, że w sumie to wszystko jest przecież w porządku, żadnych nazwisk i tabliczek nikt nie potrzebuje, a „partnerskie” relacje psuje jedynie AWPL i Waldemar Tomaszewski — i regularnie próbuje się partię wraz z jej przywódcą usunąć bądź zmarginalizować (a wyjście AWPL z koalicji oznaczałoby właśnie marginalizację), chociaż sami ich oponenci twierdzą, że najskuteczniejszym sposobem na likwidację Akcji byłoby spełnienie jej postulatów. Tylko dlaczego nikt nie próbuje?

A drugim powodem przemilczania sygnatariuszy, moim zdaniem, może być wstyd Litwinów za takie „elity”. Nie powiem, że niesłuszny.