Polak Polakowi nierówny

Osoby postronne, które w Wilnie były z wycieczką bądź delegacją służbową, a nie znające wileńskich realiów, może dziwić, że Litwini w ogóle sprawiają polskiej społeczności Wileńszczyzny jakiekolwiek problemy. „Jak to, wobec mnie tacy mili wszyscy byli” — słyszałem od niejednego gościa z Warszawy, Bydgoszczy czy Krakowa.

Otóż wynika to z tego, że inaczej traktuje się Polaków z paszportem Rzeczypospolitej Polskiej, a zupełnie inaczej Polaków, będących obywatelami Litwy. Na dniach sąd okręgowy w Poniewieżu wydał wyrok w sprawie osobnika, w internetach piszącego o Polakach, że są „tępym narodem”. Jak się skazany tłumaczył, osobiście nic do Polaków nie ma i nie chciał ich obrażać, a swoje frustracje wyładować chciał wyłącznie na „tutejszych”, którzy się za Polaków uważają, a mieszkają na Litwie — w jego odczuciu więc Polakami nie są (i mniejsza nawet o logikę, bo skoro nie chciał obrażać Polaków, to po co pisał, że to Polacy?).

Tym razem sądu to tłumaczenie nie przekonało i nie uznał tej okoliczności, w zamierzeniu skazańca zapewne mającej być łagodzącą. Innym jednak razem, gdy sprawa toczyła się o wyzwanie Polaków od „šūdlenkisów”, co oznacza „gównolachy”/„gównopolaczki” — inny sąd wykazał się większą wyrozumiałością.

Otóż wówczas oskarżony się tłumaczył, że chodziło mu tylko o osoby, które Polakami nie są, a Polaków udają, stąd właśnie takie określenie — ot, taka babcia, która mówiła po polsku, więc młodsze pokolenia rodziny nazywały ją „šūdlenkė”. Sąd wówczas się do wyjaśnienia przychylił i sprawę umorzył.

Proceder rozróżniania Polaków na tych „prawdziwych” i nie, dobrych i nie, krwi czystej i nie — jest na tyle rozpowszechniony, że czasem się nawet nie zdaje z tego sprawy. Kiedyś, gdy zaraz po szkole studiowałem na Uniwersytecie Wileńskim, podczas praktyk z zoologii kręgowców w lesie nad jeziorem Dubinki, połowa roku przy ognisku zadeklarowała, że nie cierpi Polaków. „Bo to naród parszywy”, „bo język mają ohydny”, „bo cośtam”. Indagowani odparli, że Polaka w życiu nie widzieli, a zdumienie jeszcze większe wywołała moja deklaracja, że Polakiem jestem. „Ty jesteś w porządku, to ci pozostali są podli”.

Trudno nie wyciągać innych wniosków, skoro z biegiem czasu i zacieśniających się znajomości się ta postawa nie zmieniła, nie zmieniły się też deklaracje i stosunek do Polaków. Wiem od przyjaciół, że nie ja jeden się w takiej sytuacji znalazłem.

Stąd jak się jest dobrze traktowanym, należy się zastanowić, czy przypadkiem nie jest tak, że „Ty jesteś w porządku, to ci pozostali są podli”.

Dziś Jacek Kaczmarski obchodziłby 56. urodziny

Temat to może z pozoru zupełnie niewileński, albowiem Jacek Kaczmarski z Wilnem powiązań rodzinnych nie miał (może poza delikatną sugestią w „Drzewie Genealogicznym”), prawdopodobnie też w nim nigdy nie gościł, a dziś nie jest tu znany.

Urodzonemu w Warszawie roku 1957, zostać było dane najwybitniejszym polskim bardem XX wieku, a jednocześnie jednym z najbardziej niedocenionych poetów, chociaż przede wszystkim za poetę się uważał. Autor słów i kompozytor melodii do kilkuset z okładem utworów muzycznych, współtwórca, wraz z Przemysławem Gintrowskim i Zbigniewem Łapińskim, niezapomnianych programów artystycznych, piewca polskiej historii i dumy z niej, równocześnie nie potrafił się z wolnej już od komunistycznego ucisku Polsce odnaleźć. Odszedł 10 kwietnia 2004 roku, po długiej chorobie nowotworowej.

Nie będę Czytelnikom przybliżał całości losów Jacka Kaczmarskiego, miał biografów lepszych ode mnie i kompetentniejszych. Jako tragedię także po części osobistą traktuję jednak fakt, że nie został w Wilnie i na Wileńszczyźnie dostatecznie poznany ani doceniony.

Bardzo żałuję, że z jego twórczością nie zapoznają się uczniowie szkół polskich na lekcjach, średniostatystyczny  wilnianin potrafi z pamięci zarecytować przynajmniej werset z Włodzimierza Wysockiego (w Domu Kultury Polskiej były nawet koncerty, organizowane przez Polaków), a nie skojarzy nazwiska Kaczmarskiego.

I chociaż nie zagra już nigdy — ani w Wilnie, ani indziej — przynajmniej tyle jeszcze możemy zmienić, że będziemy o nim i jego twórczości pamiętać, ją poznawać i o niej mówić. Zapewne takiego prezentu na urodziny by chciał.

Oskarżający Polaków o „okupowanie Wilna” są faktycznie ideowymi spadkobiercami Stalina

Ostatni weekend wiązał się z dwoma ważnymi datami — szczególnie istotnymi z punktu widzenia relacji polsko-litewskich. Dotyczą obie bowiem sporu o Wilno i tego, kto miał w nim w rzeczywistości rację. Czytaj dalej